Web 2.0 to przede wszystkim “interakcja”

Ostatnio dostałem kilka maili z pytaniami czy taki-a-taki serwis jest zgodny z duchem “web 2.0″. Weryfikacja jest zazwyczaj prosta - jako checklisty można użyć cech opisanych przez Adaptive Path w artykule, o którym pisałem jakiś czas temu i sprawdzić czy pasuje do danego serwisu jedno z określeń - co-creation, decentralization, emergent systems, network effect, remixability, the long tail, user contributed value. Po ostatnim artykule Hinchcliffe’a The Coming Revolution in Interactions zrozumiałem, że wiele (wszystkie?) z tych elementów o których pisze Adaptive Path ma wspólny mianownik a są nim interakcje. To właśnie interakcje rozumiane jako ukierunkowane współdziałanie w ramach jakiegoś systemu dają niesamowitą wartość dodaną w każdym z szeroko znanych serwisów “w duchu web 2.0″:

  • klasyka - google page rank - wzajemne linkowanie - interakcje (bardzo statyczne, ale to przecież “dziadek” web 2.0)
  • klasyka - amazon - komentarze wokół książek - interakcje
  • klasyka - ebay - reputation system - interakcje
  • wikipedia - interakcje, aby artykuł był coraz lepszy
  • digg - interakcje, aby wyłowić (wykopać?) z internetu ciekawe artykuły
  • blogi - interakcje, dyskusje sieciowe

Wystarczy zatem sprawdzić czy system umożliwia tak rozumiane “interakcje” aby móc nalepić mu wielką neonową naklejkę “web 2.0 ready” - i mam tutaj na myśli nie buzzword, ale stwierdzenie - “tak - w tym serwisie możesz tworzyć z innymi użytkownikami wartość dodaną - zapraszamy!”. Czyli interakcje to taki binarny wskaźnik.

Serwisy interaktywne zapewniają coraz większe możliwości - każdy z nas może wejść w interakcje w różnych obszarach tematycznych - zostawić w sieci cząstkę siebie i tworzyć wartość dodaną. Można też zauważyć, że interakcje są coraz bardziej dynamiczne - internet interaktywny zaczna przypominać tłum zgromadzony na placu - tłum, który rozmawia, dywaguje!

Rozwijając myśl “coraz szybszych interakcji” - interakcje google page rank to niemalże “statyczne interakcje” - mam na myśli dynamikę ich zmian, napędzaną przez cykle robotów google. Na drugim końcu mamy interakcje blogowe - żywioł który wraz z trackback i ping powoduje, że obecnie po publikacji pewnej wiadomości rozchodzi się niemal natychmiast “fala” o tym informująca. Możnaby się zastanowić czy dynamika takich interakcji (jak blogowe) może jeszcze bardziej wzrastać - chyba jednak nie, bo dyskusje blogowe ograniczone są przez prędkość percepcji człowieka i prędkość pisania na klawiaturze :).

Podsumowując - gdy zatem ktoś was spyta “Co to w istocie jest web 2.0?” możecie śmiało odpowiedzieć - “No przecież interakcje!”.

22 Odpowiedzi to “Web 2.0 to przede wszystkim “interakcja””

  1. ekhil Says:

    Hmm, ale z tego by wynikało, że każdy serwis, który umożliwia np. dodawanie komentarzy do newsów (interakcja) zyska miano “web 2.0″. Moim zdaniem to jest jakimś nieporozumieniem np. komentowanie newsów i prowadzenie na ich temat dyskusji, w portalach internetowych - czy portale są już “web 2.0″. Moim zdaniem NIE.
    Taka “definicja” sprawi tylko, że “web 2.0″ stanie się prawdziwym buzzword.

  2. Sebastian Kwiecień Says:

    Bardzo dobry punkt - interakcja o której piszę to świadome logiczne uproszczenie - sama interakcja nie wystarcza jak widać na twoim przykładzie - jest ona wspólnym mianownikiem cech o których pisze Adaptive Path i może zostać wykorzystana jako wstępna weryfikacja. Można zastanowić się dalej - czy serwis nie posiadający takiej cechy (interakcja) będzie “web 2.0″. Mnie osobiście najbardziej fascynują socjalne serwisy web 2.0 i tam aż od interakcji kipi.

  3. Marcin Talarek Says:

    Interakcje 2.0? ;)

  4. ekhil Says:

    Moim zdaniem sama interakcja nie wystarcza, aby serwis nazwać “web 2.0″. Ale jest to raczej element niezbędny. Wydaje mi się, że aby coś było “web 2.0″ niezbędni są jeszcze internauci i ich zaangażowanie w tworzenie serwisu, tak jak np. del.icio.us.
    Ale to tylko kolejny element układanki. Osobiście wydaje mi się, że nie ma sensu na siłę “udowadniać” i “dochodzić” do tego, że dany serwis jest “web 2.0″. To pachnie marketingiem. IMHO, miano “web 2.0″ trzeba zdobyć zyskując zaufanie użytkowników serwisu, dając im możliwość stworzenia społeczności (skupionej wokół określonej tematyki, działań itp.). Społeczności, której nie ogranicza technologia. Społeczności, która wspólnie się tworzy i zachodzą w niej dynamiczne zmiany, nie tyle związane z samymi członkami (osobami), co związane z wprowadzanymi przez nich treściami.
    Paradoksalnie, serwisy “web 2.0″ opierają się na internautach, ale użytkownik jest jakby na drugim planie - bardziej liczy się to co wrzuca on do “wspólnego koszyka”. Co nie znaczy, że internauta, jako indywidualna osoba jest bez znaczenia.

  5. Sebastian Kwiecień Says:

    EKHIL - piszesz - [[Osobiście wydaje mi się, że nie ma sensu na siłę “udowadniać” i “dochodzić” do tego, że dany serwis jest “web 2.0″. To pachnie marketingiem.]] - całkowicie się z tobą zgadzam - natomiast znajdą się ludzie którzy tak właśnie będą podchodzić to tematu. Z dwóch określeń “web 2.0 to przede wszystkim… (marketing | interakcje)” wybieram “interakcje” - i na tym przede wszystkim chciałbym się skupić w tym blogu - na rzeczywistych korzyściach jakie dają użytkownikom serwisy tego typu.

  6. Marcin Jagodziński Says:

    ja myślę, że jedyną definicją web 2.0 jest: “co to jest web 2.0?”. web 2.0 jest pojęciem, którego główną cechą charakterystyczną jest to, że ciągle próbuje się je zdefiniować. jest to też piękny przykład, jak bardzo pojęcia ograniczają myślenie.

    interakcja: owszem, jest jedną z cech wielu nowych serwisów. wydaje mi się jednak zbyt słabym wspólnym mianownikiem, żeby coś definiować (owszem, liczba 1 jest wspólnym mianownikiem wszystkich liczb całkowitych, ale niewiele z tego wynika).

    dla mnie web 2.0 to te serwisy, które powstały w roku 2005 i kilku następnych latach, a które odniosły sukces. i tylko sukces jest wyznacznikiem “web 2.0″.

    proponuję skupić się bardziej na sposobach odniesienia sukcesu, a nie sposobach dopasowania się do bliżej niezdefiniowanej web 2.0. tyle pary w gwizdek, nawet jeżeli w końcu uda się określić, że foo.com jest web 2.0, a baz.net nie to co z tego wyniknie? co z tego — tak naprawdę, w rzeczywistości — wyniknie?

  7. ekhil Says:

    Sebastian Kwiecień >> Ja też jestem za “interakcjami”, a nie za marketingiem.

    Marcin Jagodziński >> Zgadzam się z Tobą, nie chodzi o to by na siłę udowodnić, że dany serwis jest “web 2.0″, bo to nie ma sensu. Jedyne co może przynieść to właśnie efekt marketingowy.

  8. Marcin Jagodziński Says:

    dopiero teraz doczytałem wstęp: “Ostatnio dostałem kilka maili z pytaniami czy taki-a-taki serwis jest zgodny z duchem…”.

    może powinieneś zacząć świadczyć usługi duchowe? :) “badanie zgodności ze standardami i z duchem” :)

    pozdrawiam w duchu pozdrowień 2006 :)

  9. Sebastian Kwiecień Says:

    To sformułowanie nie było przypadkowe - jak sam Marcinie zauważyłeś “web 2.0 jest pojęciem, którego główną cechą charakterystyczną jest to, że ciągle próbuje się je zdefiniować” - nie mogę powiedzieć że to technologia (bo to więcej niż AJAX i ruby), nie mogę powiedzieć że to standard, natomiast intuicyjnie (duchem?) jestem w stanie powiedzieć czy coś jest zgodne z tym trendem czy nie. Uparcie będę starał się definiować web 2.0 w tym blogu - tak żeby każdy kto zastanowi się co to właściwie jest web 2.0, mógł przeczytać jakie jest moje o tym zdanie - to na pewno jakiś punkt wyjściowy do dalszych poszukiwań. Na pewno nie zgodzę się z podejściem “tego nie warto definiować” - jak sam zauważyłeś serwisy tego typu osiągają sukcesy - dlaczego? Jeśli dowiemy się dlaczego - sami będziemy mogli wykorzystać ich przykład do swojego rozwoju. I o to mi chodzi.

  10. Jacek Says:

    Nie wiem ja się znam na kwestiach accessibility i usability, sama interakcja to właściwie kwestia socjologiczna. Wiele serwisów już od dawna daje możliwość interakcji, czym przecież są znane od dawna fora. Czy takie grono.net jest serwisem w duchu web2.0, nie wiem ale z tego co tu słyszę wygląda, że tak. Z drugiej strony jak widzę takie serwisy jak grono.net i idziemy.net, które zasłużyło się denerwującym marketingiem wirusowym, to sam osobiście nie chcę mieć nic wspólnego z takim web2.0, który nie zapewnia poprawnej dostępności - to już kwestie standartów webowych. Czy ja jako koder xhtml i css czasem dhtml jestem w stanie zrozumieć web2.0 myślę, że nie tym bardziej, że moja praca skupia się na nadawaniu formy czemuś, a web2.0 to jak widać pomysł opierający się na socjologicznych przesłankach. Odnosnie blogów - uważam, że są bardzo nie wygodne w interakcji, łatwo znaleźć to co napisał autor bloga ale szukanie wiedzy w komentarzach to już syzyfowa praca. Wydaje mi się, że blog jest nie najlepszym miejscem do dyskusji. To znaczy może być dobrym miejscem ale pod warunkiem, że codziennie śledzi się na bieżąco dany blog. Druga wada blogów, piszemy tylko pod tym co napisał autor bloga i nie możemy samemu tworzyć wątku dyskusji, tzn. możemy ale znaleznie takowego przez postronnego obserwatora będzie prawie niemożliwe. Jeszcze jeden minus bloga, to to, że tematy przemijają, po miesiącu, dwóch rzadko o to by dyskusja w temacie jeszcze ożyła. Jak pisze autor tego bloga - ten wpis został podyktowany mailami jakie ludzie pisali. Czyli interakcja tutaj zaszła jakby na zewnątrz serwisu korzystając z innego medium jakim jest email. Myślę, że ja jako koder powinienem ten temat zostawić jednak specom od marketingu lub socjologii a samemu skupiać się nad technicznymi standartami webu. Web2.0 zaczyna mi koderowi brzmieć jak słowo trendy i słowo cool ale jak to kiedyś Waldemar Kiepski wytłumaczył cool znaczy głupi, szczególnie gdy krzyczy się głośno Web2.0 a wszelkie definicje zaczynają pokazywać, że takie serwisy i ich potrzebę w internecie zauważono już dawno temu.

  11. Marcin Jagodziński Says:

    a propos ciekawych technik i interakcji, czy też dostaliście dziś zbiorowego maila z pewnego polskiego serwisu social-networking, zakazującego wam ujawniania jego treści pod groźbą konsekwencji prawnych?

    to tak ma wyglądać interakcja? spam->pozew->proces? :)

  12. Pawik Says:

    Jacek: Rozwiązaniem w pewnym sensie lepszym od blogów jest wikipedia. Można tam publikować swoją wiedzę do której będą mieli dostęp inni internauci, która nie ‘przeminie’ jak posty blogowe no i jest interakcja, czyli możliwość edycji dokumentów. Ale za to nie ma możliwości komentowania, dyskusji.
    Co do definicji Web 2.0 to myślę, że powinna być jasno zdefiniowana, bo narazie nie jest. Interakcja to tylko jeden z warunków, ale to nie wszystko.

  13. Marcin Jagodziński Says:

    “Ale za to nie ma możliwości komentowania, dyskusji.”

    a co za problem dopisać. zresztą są już takie systemy, łączące bloga i wiki.

    “Co do definicji Web 2.0 to myślę, że powinna być jasno zdefiniowana, bo narazie nie jest.”

    po co? może jeszcze jakiś urząd certyfikacyjny?

  14. mariusz drozdz Says:

    Interakcja - jak najbardziej. Chociaz aby byc bardziej precyzyjnym sadze, ze nalezy polozyc wiekszy nacisk na kwestie kreacji jako efekt kooperacji uzytkownikow systemu. Czyli celem platformy Web 2.0 jest nie tyle interakcja co wartość dodana wynikająca z tej interakcji. Trafnie to definiuje na witrynie Adaptive Path Brandon Schauer stosując terminy: “co-creation” i “User-Contributed Value” w eseju “Experience Attributes: Crucial DNA of Web 2.0″.

  15. Jacek Says:

    Z tego wszystkie snuję jeden wniosek. Web2.0 to nie jes i nie będzie standartem, nie jest też trendem, web2.0 to zjawisko, zjawisko społeczne, czyli serwisy nastawione na czynny udział uzytkowników. W związku z tym można by powiedzieć, że webdesignera temat nie dotyczy, bo to ktoś musi stworzyć pomysł popierając się przesłankami psychologicznymi, webdesigner zaś realizuje, ale realizacja to już nie jest tworzenie web2.0, tworzeniem web2.0 jest wymyślanie pomysłów na takie serwisy.

  16. Sebastian Kwiecień Says:

    Jacku - twój komentarz wieje pesymizmem :)). Moim zdaniem designerzy mają też dużo do powiedzenia w web 2.0 - ponieważ wszystkie te serwisy - jak zwróciłeś uwagę - są nastawione na czynny udział uzytkowników - potrzebują więc dobrego interfejsu użytkownika. Tutaj własnie wkracza webdesigner ze swoim AJAXem w dłoni.

  17. Jakub Says:

    Autorzy vbloga (olo.pl/blog) postrzegają Web 2.0 jako Ajax… dla mnie Web 2.0 to bardziej marketingowa papka, niż standard :)

  18. Marcin Jagodziński Says:

    Właśnie się zorientowałem, że założyłem jeden z pierwszych serwisów Web 2.0 w Polsce (nie licząc blogów, choć i tu mógłbym się pochwalić). Jak to dobrze podefiniować sobie pojęcia :)

  19. Krzysztof Franek (Załoga OLO.pl) Says:

    Autorzy vbloga (olo.pl/blog) postrzegają Web 2.0 jako Ajax…

    Jakub - jako wywołany do tablicy chcę powiedzieć, że AJAX to jedna z ostatnich rzeczy, która wg. mnie cechuje Web 2.0. :) Web 2.0 to dla mnie nie standard ale przede wszystkim nowy trend, idea tworzenia serwisów oparta o społeczności internetowe i twórczość grupową.

    Polecam lekturę naszego spojrzenia na Web 2.0: http://www.olo.pl/blog/web-20/

  20. knock off handbags replica Says:

    knock off handbags replica

    web 2.0 » blog archive » web 2.0 to przede wszystkim “interakcja”

  21. gofer Says:

    Tutaj można ześwirować! Staram sie zrozumieć co to jest web 2.0 ale po przeczytaniu tego wszystkiego już nie wiem co mam o tym myśleć, może nie ma konkretnej definicji ale chyba jakieś na około istnieją? Więc którą wypowiedzią mam się zasugerować? Czy ktoś mi pomoże? ;)

  22. Sebastian Kwiecień Says:

    Hej gofer - ten artykuł jest bardzo stary :). Teraz, ponad rok po jego napisaniu widzę że nie był odpowiednio klarowny - ale w styczniu 2006 web 2.0 było jeszcze mało ugruntowane. Teraz gdy niektórzy nabąkują już o web 3.0, web 2.0 jest już w zasadzie jednoznacznie identyfikowane ze społecznościami - czyli w skrócie możnaby powiedzieć że “web 2.0 to społeczności w internecie”. Jest to znowu pewne uproszczenie (nie wiem czy nie będę musiał potem zmoderować sam sobie tego komentarza :)) bo nie uwzględnia też tak silnych cech wielu serwisów web 2.0 jak choćby “remixability”.

    Odnosząc się do powyższego artykułu - pisałem tutaj o interakcji na płaszczyźnie różnych serwisów internetowych (digg, wikipedia, ebay). Można to też nazwać społecznością skupioną wokół tych właśnie serwisów, społecznością która wraz z serwisami “web-dwa-zerowymi” dostała jeszcze większe możliwości wyrazu w internecie.

    BTW - nawet w wikipedii nie znajdziesz definicji web 2.0 :).

    Jeśli masz bardziej specyficzne pytania - zapraszam do dalszych komentarzy lub na priva.

Zostaw odpowiedź